O autorze
Weronika Banaś – studentka polibudy, żona, a przede wszystkim szczęśliwa i spełniona mama kilkumiesięcznej córki. Blogerka z potrzeby i zamiłowania. Uzależniona od tworzenia, dusza głęboko artystyczna. Lubi sprawiać radość bliskim, choć często nienawidzi ludzi. Autorka bloga www.mamimamiblog.pl. Wkrótce inżynier od zadań specjalnych. Szyje, śpiewa, tworzy, wychowuje.
Na blogu pisze głównie egoistycznie, choć zazwyczaj przez pryzmat macierzyństwa.

Nie lubię rozwydrzonych matek! Wychowanie zaczyna się w głowie rodzica

Przedwczoraj miała miejsce taka sytuacja - jedziemy sobie autem przez jedną z okolicznych wsi. Poboczem idzie czteroosobowa rodzina: rodzice, dziecko w wózku i dziewczynka około lat czterech. Młoda panna idzie środkiem drogi. Jej mama wybiega po nią ciągnąc ją za co popadnie i zgarniając na bok jezdni. Szarpią się. We wstecznym lusterku widzimy obraz dziecka okładającego swoją matkę. "Przemoc rodzi przemoc" - skwitowałam.

W głowie pojawiła mi się myśl - w jakich warunkach wychowywana była ta mama? Czy z kolei jej matka dała jej ciepło, miłość i zrozumienie...? Czy może w jej rodzinnym domu rządziły krzyki, zakazy i kary? Na pewno... To bardzo smutne. Teraz ta dziewczyna wychowuje tak swoją córkę, w atmosferze przemocy, krzyku i terroru. To dziecko wyniesie z domu dokładnie to samo, a taki model wychowania będzie ciągnął się przez pokolenia.


Żal mi tak samo tego dziecka, jak i tej matki...

Nie mamy całkowitego wpływu na zachowanie własnych dzieci, szczególnie w wieku, w którym dopiero uczą się świata. Jednak sposób w jaki reaguje dziecko na różne sytuacje, takie jak zwrócenie mu uwagi, daje nam rzetelny obraz jego wychowania i sytuacji rodzinnej. I niesamowicie wkurza mnie, gdy rodzice zasłaniają się słynnym "buntem dwulatka" pozwalając dziecku na wszystkie wygłupy i w żaden sposób go nie upominając...

A już totalnie alergicznie działa na mnie straszenie, krzyk czy podnoszenie ręki na dziecko! Z przykrością stwierdzam, że takie zachowanie to wychowawcza porażka samych rodziców.
Wiem wiem, większość z Was powie - wymądrza się, bo ma jeszcze małe dziecko, które nie broi. Zobaczymy jak jej dzieciak podrośnie... Wychowanie zaczyna się w głowie rodzica. Nastawienie do dziecka i umiejętność opanowania własnych emocji to sztuka. Cały czas nad tym pracuję.


Dziś natomiast kiedy cierpliwie czekałam na swoją wizytę u pani doktor, w przychodni siedziała mama z chłopcem. Miał mniej więcej 5 lat. Przyglądałam się z uwagą jemu i owej mamie. Chłopczyk powyrzucał na podłogę wszystkie rzeczy z torebki mamy, otworzył gumy do żucia, większość ponadgryzał, a to co zostawało mu w buzi od razu wypluwał na podłogę. Mamusia przytakiwała mu mówiąc "wiem, te są niedobre, mama kupi ci słodkie owocowe gumy". Po tym jak znudziła mu się ta zabawa, zaczął wspinać się na ławki i ich oparcia. Mama dodała "uważaj kochanie bo spadniesz". Nie zwróciła mu uwagi, że tak się nie robi, nie wytłumaczyła jak powinien się zachować...

Nie rozumiem matek najpierw pozwalających swojemu dziecku na wszystko, a później karcących je za to, że zrobiło coś źle. Skoro nie ma rozeznania co jest dobre, a co złe? Przecież nikt go tego nie uczy... Dlaczego dzieciom się nie tłumaczy, a od razu krzyczy? Dlaczego wśród matek, które przecież tak kochają swoje dzieci, tyle przemocy, siły, nerwów i nienawiści? Skąd się biorą te negatywne emocje? Za dużo tych pytań. Jedyną odpowiedzią jaką znam - za mało miłości...

Nie wińmy za wszystko dzieci, one są wizytówką rodziców...

Zastanawia mnie dlaczego rodzice są tak bardzo sterroryzowani przez swoje dzieci? Wiadomo, każde dziecko jest inne, każde ma swój charakter i swoje dziurki w nosie. Ale na litość boską! To właśnie rodzice są od kształtowania osobowości dziecka, od uczenia go co wypada a co nie! Czy się mylę?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...